WEŹMISZ CZARNO KURE ... PORADY WIEDŹMY FLAJ - czyli rzut okiem na naturalne leki.

Będąc małym brzdącem, często bawiłam się na pobliskiej łące (rzecz jasna – byłam grzeczną dziewczynką i słuchałam babci, a mogłam bawić się poza domem tylko w miejscach widocznych z okien domu), na łące w maju i czerwcu upstrzonej żółtym kwieciem. Któregoś dnia przyniosłam babci mlecze.

Raz tylko, bo pamiętam, że babcia kazała mi natychmiast dokładnie umyć ręce. Podobno mleczko z łodyżki, gdy się je wetrze w oczy, mogło doprowadzić do utraty wzroku. Później obchodziłam się już bardzo ostrożnie z tymi słonecznymi kwiatkami.

Do czasu. Do czasu, gdy dowiedziałam się, że majowe słoneczka to mniszki, które są jadalne i posiadają dobroczynne działania dla zdrowia. Nie wiem, dlaczego babcia o tym nie wiedziała, myślałam, że wie wszystko… Kwiaty, które znamy jako mlecze, rosną i kwitną w czerwcu i te rzeczywiście tylko ładnie wyglądają. Mniszki lekarskie kwitną natomiast w kwietniu i maju, posiadają kwiatki identyczne jak mlecze, ale…, ale rosną na pojedynczych łodyżkach, wyrastając z jednej rozety. Natomiast kwiaty mleczy rosną po kilka na jednej łodydze i mają grubsze liście z włoskami pod spodem. Liście mniszka są delikatniejsze i bez włosków. To tyle charakterystyki. Dlaczego o tym piszę? Bo mniszki odkryłam niedawno i chciałam sporządzić z nich coś pysznego oraz zdrowego.

Po pierwsze – nazrywałam mniszkowych liści i dodałam je do sałaty, w skład której weszły pomidory, świeży ogórek, czarne oliwki, mozzarella, doprawione odrobiną oliwy, soli i pieprzu. Nie zdążyłam zrobić zdjęć, tak szybko zniknęła ze stołu! Jeśli lubicie nieco grzybowy smak rukoli, to liście mniszka będą Wam również smakować.

Kolejną częścią mniszka, którą wykorzystałam, były kwiaty. Może niektórzy z Was znają apteczny syrop z mniszka lekarskiego na kaszel i ból gardła? Ja pokusiłam się o wykonanie miodu z mniszka. Może nie dosłownie miodu, ale smakuje bardzo podobnie. Taki miodek dodany do herbaty jest bardzo zdrowy, ma działanie wzmacniające i przeciwwirusowe, a także działa jako osłona żołądka przy antybiotykoterapii. Smakuje jak płynny, tradycyjny miód o karmelowym posmaku. Ale pewnie nie możecie doczekać się przepisu, prawda? I słusznie, bo po deszczowych dniach mniszki będą rosnąć jak szalone, a do miodku potrzeba ich całkiem sporo!

Przede wszystkim upewnijmy się, że miejsce z kwiatami znajduje się z dala od ruchliwych ulic. I oczywiście dokładnie przyjrzyjcie się rycinie, którą dołączam do tekstu, by już nigdy nie pomylić mlecza z mniszkiem! Przyda się też kosz na kwiaty. Uwaga! Zrywamy wyłącznie główki kwiatów, bez łodyżek – te w późniejszej obróbce nadałyby preparatowi nieprzyjemną gorycz! Muszę Was też uprzedzić, że kwiatów potrzebujemy dużo, więc uzbrójcie się w uśmiech i cierpliwość, bo na małą porcję (ok. 3 słoiki 250 g) potrzebujemy około 400-500 główek kwiatów - to mniej więcej litrowy słoik.

Gdy uzbieramy już właściwą ilość mniszka, rozkładamy kwiaty na gazecie na dwie - trzy godziny, aż  kwiatki nieco przywiędną, ale wszystkie żyjątka poszukają innego schronienia. Potem przemywamy je na cedzaku letnią wodą i zalewamy litrem wody. Gotujemy całość około dwudziestu minut i zostawiamy na 24 godziny, by wywar nabrał odpowiedniej mocy. Po tym czasie odcedzamy kwiaty na gazie, wyciskając cenny płyn do garnka. I tu znowu nasza cierpliwość zostanie wystawiona na próbę: po dodaniu kilograma cukru i soku z jednej cytryny zaczyna się długi proces gotowania na wolnym ogniu. Gotowania i mieszania, zwłaszcza pod koniec, gdy sok zacznie gęstnieć. Ten etap jest naprawdę uciążliwy, bo trwa około 4 godzin! Ale czego się nie robi dla zdrowia… Gotujący się, wyklarowany syrop będzie mieć nieciekawy, bury kolor, ale na końcu będzie karmelowo-brązowy. Po trzech godzinach warto co 15 minut nabierać niewielką ilość płynu na łyżeczkę, by po ostudzeniu sprawdzić konsystencję. To bardzo ważne, bo na tym etapie łatwo przejść z płynnej konsystencji do gęstego kleju, który będzie nadawać się wyłącznie do zutylizowania. Lepiej zostawić płynną ciecz niż przedobrzyć!

Płynną i gęstniejącą ciecz należy rozlać do wcześniej umytych słoików. Nie trzeba pasteryzować – cukier doskonale konserwuje zrobiony miodek i wydłuża jego termin spożycia do około roku.

Taki miód jest nie tylko wspaniałym dodatkiem do herbaty, można nim również smarować kanapki, polewać naleśniki i dodawać do deserów! Osobiście zrobiłam również piernik na tak przygotowanym miodzie!

Życzę Wam smacznie zdrowego!